Aktualności

Informacja

Strona znajduje się w archiwum.

Odpowiedzą za fałszywe alarmy bombowe

Data publikacji 09.10.2008

Małopolscy policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn, którzy wywoływali fałszywe alarmy bombowe. Pomimo apeli, że policja dysponuje technicznymi środkami i innymi metodami umożliwiającymi ustalenie sprawców fałszywych alarmów, nadal pojawiają się ludzie, którzy decydują się na tego typu bezmyślny czyn. Wydaje im się, że pozostaną bezkarni. Nic bardziej mylnego.

6 października o 18:45 do jednej z galerii krakowskich zadzwonił nieznany mężczyzna i powiedział, że w podziemiach galerii podłożona jest bomba. Pracownicy niezwłocznie powiadomili o tym Policję. Na miejsce skierowano grupę pirotechników, przewodnika z psem do wyszukiwania materiałów wybuchowych, pluton z oddziałów prewencji KWP. Z budynku ewakuowano ok.1000 osób. Przez ponad 2 godziny dokładnie sprawdzano każdy zakamarek i każdy kąt w budynku i w podziemiach. Materiałów wybuchowych na szczęście nie ujawniono.

We wtorek policjanci po kilkunastu godzinach wytężonej pracy ustalili sprawcę fałszywego alarmu. Okazał się nim 32-letni pracownik jednego ze sklepów w galerii. Został zatrzymany w okolicach Nowej Huty. Przyznał się do winy tłumacząc, że zrobił to na złość koledze z pracy, z którym pokłócił się.

W środę został doprowadzony do prokuratury i usłyszał zarzuty z artykuł 165 za co grozi mu do 8 lat więzienia.

 

Podobnie wczoraj dyżurny KPP w Myślenicach odebrał telefon od mężczyzny który powiedział "Pod szpitalem jest bomba. Macie 20 minut na ewakuację" i rozłączył się. Zaangażowano policyjnych pirotechników, przewodnika z psem, powiadomiono prokuratora rejonowego w Myślenicach a także Zespół Zarządzania Kryzysowego w Myślenicach. Po niespełna 30 minutach sprawca został zatrzymany przez policyjnych wywiadowców. Jak poprzednio sprawca alarmu okazał się 32-letni mieszkaniec Myślenic. Nie umiał powiedzieć dlaczego to zrobił. Również i jemu grożą podobne konsekwencje.

Akcje związane z alarmami bombowymi niosą ze sobą koszty związane z udziałem wielu służb podczas tej akcji. W tym czasie policjanci czy też strażacy mogliby być w zupełnie w innym miejscu, gdzie rzeczywiście ktoś potrzebuje pomocy.

"Żartowniś" musi liczyć się także z kosztami, o które na drodze postępowania cywilnego mogą wystąpić firmy, supermarkety itp, jako rekompensatę za straty poniesione w związku np. z przerwą w handlu podczas trwania akcji.

Powrót na górę strony