Aktualności

Informacja

Strona znajduje się w archiwum.

Lotnik w policyjnym mundurze

Data publikacji 02.08.2014

Miał być lotnikiem – został policjantem. Służbowo, jako dochodzeniowiec, brał udział przy rozwiązywaniu największych spraw lat 90. Niektóre z nich stały się kanwą scenariuszy filmowych. Prywatnie na swoim koncie ma m.in. 24 skoki spadochronowe. Teraz, po dwudziestu latach służby, jako komendant dba o bezpieczeństwo mieszkańców Milanówka - czytamy w najnowszym numerze "Stołecznego Magazynu Policyjnego".

Policjant: asp. sztab. Robert Skirski
Staż w Policji: 20 lat
Jednostka: komendant KP w Milanówku

Ciągle w biegu, bo trzeba coś załatwić, uzgodnić, z kimś się spotkać. Tak mija każdy dzień pracy  komendantów wszystkich jednostek. Nie inaczej jest u asp. sztab. Roberta Skirskiego, który szefuje milanowskim policjantom. Na spotkanie ze mną przyjeżdża prosto z prokuratury, później ma chwilę na przygotowanie dokumentów i podróż do Grodziska Mazowieckiego, gdzie umówiony jest ze swoim przełożonym. - Nie umiem usiedzieć w jednym miejscu, cały czas muszę być w ruchu – mówi na początku naszej rozmowy asp. sztab. Robert Skirski i dodaje: w życiu prywatnym jest podobnie – mam zacięcie do sportów ekstremalnych: lotnictwa, skoków spadochronowych i na bundee. Trochę spokojniej jest na kajakach. Ostatnio wraz z rodziną i przyjaciółmi byliśmy na spływie tratwami po Biebrzy. Człowiek musi mieć jakieś pasje, nie może żyć tylko pracą - zawsze to powtarzam moim policjantom.

Początki…

Swoją przygodę z mundurem rozpoczął w wieku 15 lat, kiedy dostał się do liceum lotniczego w Dęblinie. Będąc absolwentem tej szkoły, miał pracować jako tzw. pirotechnik latający na warszawskim lotnisku. – Zrezygnowałem z tego zajęcia, kiedy dowiedziałem się o przyjęciach do Policji. Zadziałała tu proza życia – lepsze warunki płacowe. Lotnictwa jednak całkiem nie odpuściłem, nadal jest mi bardzo bliskie - dodaje.

Tuż po 9-miesięcznym szkoleniu podstawowym przez kilka miesięcy był dzielnicowym w centrum Pruszkowa. Jeździł też w patrolu i pracował jako pomocnik oficera dyżurnego. – Moje początki w Policji przypadły na lata 90-te, kiedy działała jeszcze tzw. mafia pruszkowska. Wielu ludzi z tego „światka” znałem osobiście – mieszkali w „mojej” dzielnicy – wspomina komendant. – To był trudny okres, szczególnie, kiedy przeszedłem do wydziału dochodzeniowo – śledczego. Prowadziłem bardzo poważne i trudne sprawy: zabójstwa, rozboje, napady. Często wychodziłem do pracy i nie wiedziałem, kiedy z niej wrócę. Miało to też swoje dobre strony - zdobyłem mnóstwo doświadczenia, które zaowocowało w przyszłości. Wtedy nauczyłem się też oddzielać życie prywatne od tego zawodowego.   

Jako dochodzeniowiec brał udział we wszystkich głośnych sprawach z tamtego okresu, które miały miejsce w powiecie pruszkowskim. Jedną z nich, nad którą pracował od samego początku, było zabójstwo dealerów jednej z sieci komórkowych w Komorowie. Tamto zdarzenie stało się kanwą aż dla dwóch scenariuszy filmowych. – Od samego początku byłem w centrum wydarzeń: od ujawnienia zwłok, poprzez rozmowy z najbliższą rodziną, przesłuchania, aż do ustalenia, kto brał w tym udział. Później sprawę przejęła Komenda Stołeczna Policji. Pamiętam, że kiedy byłem na kursie specjalistycznym w Szczytnie, zostałem poproszony o opowiedzenie o tym policjantom z innej grupy. Przy tego typu sprawach ważne jest, aby mieć oparcie w kolegach, aby wspólnie dążyć do celu, czyli do wykrycia sprawców.

Zanim asp. sztab. Robert Skirski został komendantem komisariatu w Milanówku, przez 7 lat szefował policjantom w Jaktorowie. Doświadczenie, które zdobył przez 20 lat służby, procentuje teraz. – Przeszedłem praktycznie przez wszystkie szczeblew Policji. Teraz, jako komendant, wiem, jak powinny funkcjonować poszczególne komórki w komisariacie, jakimi prawami się one cechują.

Codzienność…

Choć komisariat w Milanówku obejmuje swym zasięgiem tylko miasto, to policjanci podlegający komendantowi mają co robić. Mieszkańcy mogą liczyć na dwóch dzielnicowych, wyodrębnione są też zespoły: „kryminalnych” – 3 funkcjonariuszy, patrolowo – interwencyjny – 5 oraz dyżurnych, w skład którego wchodzi 4 policjantów. Pomocą służy pani sekretarka, która jest cywilnym pracownikiem oraz osoba, która dba o czystość i porządek w całym budynku. – Zespół jest mały, wszyscy się doskonale znamy. Nie oznacza to jednak, że łatwo jest nim zarządzać – mówi komendant. – Czasami muszę podejmować decyzje, które nie są popularne u moich podwładnych. Pracujemy na rzecz społeczeństwa i mieszkańców nie interesują nasze problemy kadrowe czy czasowe. Muszę tak rozplanować służbę, żeby nie brakowało policjantów ani na ulicy, ani przy czynnościach papierkowych, które też trzeba wykonać.

Policjanci z Milanówka najczęściej zajmują się sprawami związanymi z kradzieżami, włamaniami czy niszczeniem mienia. – W wakacje mamy więcej zgłoszeń dotyczących zakłócania ładu i porządku. Staramy się temu zaradzić, wysyłając w te najbardziej newralgiczne miejsca patrole. Żeby poprawić sytuację, współpracujemy bardzo blisko ze strażą miejską. Od niedawna na ulicach Milanówka można spotkać też patrol rowerowy. – Spotkało się to z dużą aprobatą zarówno społeczeństwa, jak i samych policjantów i funkcjonariuszy straży miejskiej. Myślę, że pomysł się sprawdza i będziemy go kontynuować – mówi komendant.

Na liście instytucji blisko współpracujących z komisariatem jest nie tylko straż miejska, prokuratura czy sąd, ale także straż pożarna, ośrodek pomocy społecznej czy kuratorzy. – Dzięki temu, że wszyscy się doskonale znamy i wiemy, jak reagujemy, możemy lepiej wypełniać swoje obowiązki. Dwa lata temu  brałem udział z ramienia Policji w jednej z większych akcji ratunkowo – gaśniczych, jakie miały miejsce w stołecznym garnizonie. W domu spokojnej starości w Henryszewie doszło do pożaru. Na szczęście nikt wówczas nie zginął. Sposoby postępowania, jakie wówczas wspólnie z innymi podmiotami wypracowaliśmy, zostały bardzo wysoko ocenione przez specjalistów.   

Budynek, w którym pracują policjanci, jest nowy i duży. Także wyposażenie oraz flota samochodowa jest wystarczająca do liczby policjantów. - Jedyną rzeczą, która by się przydała, jest zwiększenie liczby etatów. Tego chciałby chyba każdy przełożony – mówi komendant.

Agnieszka Włodarska, foto Rafał Marczak

Artykuł opublikowany na łamach sierpniowego numeru "Stołecznego Magazynu Policyjnego".

Powrót na górę strony