Postawił garnek na gaz i zasnął. Policjanci musieli siłą wejść do mieszkania żeby nie dopuścić do pożaru
Mogło skończyć się pożarem i tragicznymi konsekwencjami dla starszego mężczyzny, ale sąsiedzka czujność i szybka reakcja policjantów z lęborskiej patrolówki, zapobiegły zagrożeniu. Sąsiedzi zgłosili, że z jednego z mieszkań dochodzi głośny dźwięk czujnika czadu. Spod zamkniętych na klucz drzwi wydobywał się dym. Po wyważeniu ich policjanci wyprowadzili 69-latka z mocno zadymionego mieszkania i ewakuowali z budynku wszystkich lokatorów.
W nocy z czwartku na piątek policjanci interweniowali w jednym z mieszkań w Lęborku. Przyczyną było zgłoszenie sąsiadów o możliwym wycieku gazu. Funkcjonariusze służby patrolowej w składzie st. post. Patryk Świderski i post. Monika Wolska jako pierwsi dojechali na miejsce. Spod drzwi mieszkania wydobywał się gęsty dym i słychać było donośny dźwięk czujnika czadu. Drzwi były zamknięte na klucz i nikt nie reagował na wezwania do ich otwarcia. Policjanci bez wahania podjęli decyzję o wyważeniu.
Mieszkanie było mocno zadymione, na kuchence stały tlące się naczynia. Mundurowi wyłączyli dopływ gazu i od razu przystąpili do sprawdzania wszystkich pomieszczeń. W pokoju znaleźli śpiącego 69-latka. Obudzili go i wyprowadzili z mieszkania. Jeszcze przed przyjazdem straży pożarnej przeprowadzili ewakuację wszystkich mieszkańców budynku. Na szczęście w tym zdarzeniu nikt nie ucierpiał.
69-latek tłumaczył, że usnął w trakcie podgrzewania obiadu. Nie był świadomy zagrożenia do momentu, w którym został obudzony przez policjantów. Badanie alkotestem wykazało, że miał w organizmie ponad promil alkoholu. Policjanci wystawili mu wezwanie do stawiennictwa w komendzie w charakterze osoby podejrzanej o wykroczenie spowodowania zagrożenia pożarowego.
Szybka i zdecydowana reakcja funkcjonariuszy lęborskiej Policji zapobiegła powstaniu pożaru, a mężczyzna, którego życie i zdrowie było poważnie zagrożone, uzyskał pomoc na czas.
(KWP w Gdańsku / kp)
